Życie Chucka - o mnie?


Po pierwsze - "Życie Chucka" to wspaniały film, wypełniony emocjami, siłą, prawdziwą magią kina. Powstał na podstawie powiadania Stephena Kinga - tego starszego, dziadka Stephena, który nie siłuje się na to, by nas straszyć, jak kiedyś miał w zwyczaju, lecz pragnie opowiedzieć historię będącą swoistym ukazaniem jego sposobu patrzenia na świat i samo pisanie. Bo King od zawsze tworzy opowieści, które wyrastają z pytania: "Co by było, gdyby...". I tak jest tym razem. "Życie Chucka" ma w sobie posklejane obrazki, wspaniały koncept, prawdziwy talent twórczy faceta, piszącego zarówno takie przerażające książki jak "To", czy "Misery", lecz również "Zieloną Milę" i "Dolores Claiborne".

Po drugie zaś, reżyser - Mike Flanagan - to po prostu filmowy poeta...

Film i opowiadanie pozwalają zajrzeć głęboko do naszego umysłu, odnaleźć w nim konglomerat światów. "Życie Chucka" pozwala zrozumieć, że jesteśmy nie tylko ciałem, ale również (a może zwłaszcza) emocjami, myślami, kosmosem w środku. 

Ta opowieść otwiera oczy, daje miłość do mnie samego, raduje. Oglądając film, czułem gulę w gardle, ponieważ to obraz... o mnie. O mojej wewnętrznej krainie, do której ja mam klucz, którą kocham, którą przytulam każdego dnia. Wyszedłem z kina, spojrzałem na gwiazdy i pomyślałem, że DOSKONALE jest być człowiekiem. Mam przed sobą jeszcze długie życie, wiele wspaniałych chwil, łez, uderzeń serca, uśmiechów, zapachów do pokochania i obrazów do zobaczenia. Mogę żyć tak, jak chcę. I będę tak żyć!!!

Bo mam w głowie miliony...

Do I contradict myself?
Very well then I contradict myself,
(I am large, I contain multitudes.) Walt Whitman

Popularne posty z ostatnich 30 dni