Spakowany?
Miałem sen. Nie, nie chcę brzmieć jak Martin Luther King. Mam na myśli ciąg zdarzeń między zamknięciem a otwarciem oczu.
Oprócz tego, że w tym śnie otrzymałem okazję do rozmowy z pewną osobą, którą cenię (he, he, he), to jeszcze miałem świadomość, że pozostawało mi mało czasu do odjazdu pociągu. Kiedy zaś czas wyjścia był coraz bliżej, zaczynałem gubić rzeczy - nie wiedziałem, gdzie położyłem ubrania, potem zaś - jakby na drodze eskalacji - nie znalazłem plecaka, w którym niby wszystko spakowałem, nawet koszulkę musiałem założyć pierwszą lepszą. Na końcu zaś - niejako dla podkreślenia narastającego problemu - zgubiłem okulary i nie potrafiłem znaleźć drogi wyjścia z mieszkania. Chodziłem w kółko, poznawałem drzwi i pokoje, ale wszystko zdawało się zapętlone.
No i wtedy się obudziłem, a jakże!
Sen nie był koszmarem, bo nie czułem w nim lęku. Mimo zagubienia w przestrzeni, nadal poszukiwałem drogi wyjścia w miarę spokojnie.
Kiedy jednak teraz o tym myślę, to sądzę, że faktycznie mógłbym uznać poprzednią noc jako napakowaną przerażającymi wizjami, zwłaszcza dla mnie. Ja lubię mieć wszystko rozplanowane na tydzień przed, rzeczy na wyjazd spakowane zgodnie z listą. Wszystko odhaczone, punkt po punkcie.
Oj, to może była moja wersja nocnego koszmaru. Jeśli tak, to w sumie nie było tak źle :).


