Śniłem.



Śniłem o tym, że dokądś szedłem. Najprawdopodobniej byłem na bosaka. Wiem, że delikatnie płakałem - jakbym odczuwał wzruszenie, ucisk w gardle spowodowany napływem emocji. Obudziłem się i doskonale pamiętałem chwilę, gdy moje serce zapragnęło płakać.

To taka chwila dla mnie.

Patrzę na nagrobek z imionami moich rodziców i przypominam sobie chwile, gdy odchodzili - z mojego życia, z bycia blisko. Nie płakałem wtedy strumieniami łez, jakby mój organizm mówił, że muszę być niezniszczalny, a mój software ma działać bez zarzutu.

Działał, lecz nie zawsze. Moje zdrowie dało mi kopa i to nie jeden raz. 

Może stąd te łzy w snach - wracają, istnieją, trwają, nie pozwalają odejść pamięci.

Takie myśli na dziś - nieogarnięte i pozlepiane.

Ściskam Was i dziękuję, że czytacie. 

Popularne posty z ostatnich 30 dni