Przypadek?

 



Cześć. Wczoraj zacząłem czytać opowiadanie Clive'a Barkera, w którym dłonie głównego bohatera, potem zaś wielu innych ludzi, postanowiły wydostać się spod jarzma ciała. Odcinały się, dusiły swoich "właścicieli", zmieniały się w koszmarne odpowiedniki Addamsowych biegających rączek. Opowieść była (jak to u Barkera) brutalna, podszyta symboliką, drapieżnie mroczna. 

Po dłoniach przyszedł w niej czas na inne części ciała. Brrr....

Położyłem się spać w dobrym nastroju - zdrów jak ryba, by obudzić się połamanym chorobą i gorączką. Czułem się, jakby moje ciało postanowiło "zaszaleć" i pozbawić mnie mocy. Jakby zapragnęło pokazać mi, że jestem niczym bez niego, a mój umysł nie jest w stanie działać we właściwy sposób bez wsparcia rąk, nóg, mięśni.

Myślę sobie: Czy to przypadek, że opowieść traktuje o wyzwoleniu ciała? A moje własne chce działać wbrew mnie?

Popularne posty z ostatnich 30 dni