Bez tytułu



    Odnalazłem fragment chwili i pozwoliłem jej mną pokierować. Takie naiwnie poetyckie słowa na początek. Usiadłem, włączyłem komputer i zacząłem uderzać w klawisze. Być może coś z tego przyjdzie. Być może pozostanie zaledwie cień mnie samego – tego dawnego zapaleńca, który wyginał paluchy, by napisać jak najwięcej w zdobycznych zeszytach. Nie boję się zgubienia siły, ponieważ wiem, że już niewiele z niej we mnie żyje. Jestem pasywnym wielbicielem słów. Tylko tyle.

    Czasami wydaje mi się, że pragnąłbym być kimś innym – Matko Boska, jakie to banalne!

    Mam na myśli zmianę decyzji, skupienie się na sobie, poddanie się sobie samemu i moim talentom, które gdzieś we mnie istniały, lecz czas je zamordował. Pochylam się nad trawą, wykonuję czynności, które mam wpisane w mój schemat i niejednokrotnie tracę cierpliwość, popadam w złość, ponieważ – być może – straciłem to wszystko, co mogłem schwytać, nie puścić i pokochać pełnią serca.

    Ochrzaniam się za takie myślenie, lecz moje serce uśmiecha się schowane w klatce z żeber i mówi, że jego nie mogę uciszyć. Umysł i rozsądek może tak, lecz serce – nigdy!

    Nie szukam już natchnień, one same mogą nadpłynąć, jak wolne myśli, nad którymi nie mamy pełnej kontroli. Niejednokrotnie one włażą do głowy i nie pozwalają się wygonić. Bywają właściwe, lecz miewają nieeleganckie charaktery.

    A ja jestem tutaj. I pozwalam uszczknąć z mojego niezaplanowanego pierwiastka.

 

Popularne posty z ostatnich 30 dni