Wiara w energię




Powoli zaczynam wierzyć w to, że faktycznie wszystko wokół nas dzieje się nie bez przyczyny. Miewam gorsze dni, niektóre z nich w mojej głowie urastają do rozmiarów prawdziwych koszmarów na jawie (choć w moim przypadku owa jawa bywa nieco podlana sosem deja-vu i nieco rozpaćkana), nadal jednak potrafię spiąć dni pewnymi klamrami. Jednakże łapię się też na tym, że nie jestem w stanie radować się wszystkim, czym powinienem. Jakby moja głowa mówiła mi, że nie ma sensu wpadać w swoisty zachwyt.

Kiedy jednak tracę swoją moc, spotykam ludzi, którzy pokazują mi, jak bardzo potrzebny mogę być, jak dużo mam w sobie energii, a ona musi we mnie istnieć, ponieważ bez niej stanowię zaledwie płytką namiastkę tego, kim byłem.

I energia wraca, moc wstępuje w umysł, popycha go do działania, pokazuje, że nadal jestem tym samym facetem, którym byłem kiedyś. Potrafię przebić się przez całe zło, pokonać słabości i iść do przodu, wleźć na każdą górę. 

Cieszę się tym, co mnie otacza!

Popularne posty z ostatnich 30 dni