To pierwsze...
Rozmawiam z wieloma ludźmi, najczęściej w czasie zajęć. Odnajduję pewną prawidłowość w czasie trwania naszych dyskusji. Postaram się ją tutaj zarysować, choć może się ona wydać zaledwie wymysłem, stworzeniem wprost z umysłu pisarczyka, który wszędzie wokół dostrzega zależności i szanse na wykreowanie kolejnej opowieści... Cóż...
Bywa, że w trakcie wymiany spostrzeżeń, dochodzę z jakąś grupą do wniosku, że ich praca znajduje się na samym początku procesu, który to w swej końcowej części może przynieść pojawienie się czegoś prawdziwie efektownego i wspaniałego. Tworzą małą mieszankę chemicznych elementów, te zaś będą użyte do postawienia ogromnego budynku, który trwać będzie przez dziesięciolecia. Ich maciupeńka praca, będąca swoistym pierwszym klockiem domina.
Taki wniosek pojawia się w jednej grupie osób, by za dzień lub dwa doprowadzić do takich samych już w zupełnie innej - tym razem związanej (dajmy na to) ze sferą IT. Pierwsze zmarszczenie brwi i zastanowienie doprowadza do rozpoczęcia pisania kodu, a ten da doskonały produkt.
A potem jeszcze inna para uczniów/słuchaczy. Dziesiątki telefonów, które wykonują każdego dnia buduje jakość i siłę firmy...
👍👍👍
Malutkie działanie, mogące wydawać się zupełnie zbytecznym, schowanym w tle, tak naprawdę uruchamia proces i wspaniałość tworzenia. Rodzi to, co z początku nie przypomina prawdziwego tworu, stanowi zaledwie mgłę wizji, jednakże stanie się dziełem skończonym i wspaniałym.
Czyli... jesteśmy cudownymi twórcami, a nawet jeśli wydaje nam się, że nasza praca to zaledwie nudne zatwierdzanie pewnych danych, w rzeczywistości jest ona przegenialnym dziełem.
Wszystkiego najcudniejszego na kolejny tydzień.


