Wpis nauczycielski
Bywam nerwowy, a nawet narwany. Potrzebuję niekończących się zastrzyków tej gorącej energii, która pojawia się, gdy pracuję. Zdarza się, że moja nadmierna skłonność do działania (niekoniecznie porządnie zaplanowanego) prowadzi do efektów, których się nie spodziewałem. Zawsze jednak są one JAKIEŚ.
Planuję zajęcia, obmyślam lekcje, punktuję wszystko to, co muszę zrobić, potem zaś - już po odbytych lekcjach - analizuję sukcesy i porażki, z obu obrazków wyciągam wnioski. Uczę się uczenia, uczę się siebie.
Kiedy zaś kolejne spotkanie mam dopiero za tydzień, a pomysł narodził się w głowie właśnie teraz, w tej sekundzie, muszę uspokajać moje aktywne serce. Mówię mu: "Na spokojnie, masz czas, zdążysz, czasu nie przyspieszysz."
Poczekam ten tydzień, bo wiem, że pomysł jest dobry i warto go wypróbować, a co!
Oddycham spokojnie i czekam, by w kolejnym tygodniu nauczyć się czegoś nowego o sobie.
A tak swoją drogą - wpisy mam coraz bardziej belferskie, nie? Pozdrowionka dla Was.


