Muzyka i język


W czasie weekendu wpadła mi do głowy pewna myśl: Że nauka języka jest niczym nauka śpiewu. 

Początkowo starasz się opanować zaledwie słowa piosenki, jej melodię, potem zaś - gdy osiągasz pewność siebie i zaczynasz czuć wszystko to, co znajduje się pod powierzchnią samego muzycznego tworu, czyli zawarte w nim właśnie emocje, poezję i głębsze znaczenie - zaczynasz płynąć poprzez akcenty, brzmienie słów, wymowę.

Język staje się nie tyle instrumentem, czy też narzędziem, ile właśnie magicznym tworem, którego używać może najwspanialszy muzyk.

A tym muzykiem jest korzystający z języka, rozmówca.

Jeśli tylko znajdujemy w sobie możność przebicia się przez barierę strachu, zabijamy tremę, wtedy uwalniamy piosenki, muzykę, najpiękniejsze dźwięki. A nauczyciel/lektor jest takim mini-trenerem wprost z "The Voice of Poland". Podpowiada, sugeruje, kieruje ku głębi języka.

To czary, gęsia skórka, kiedy słyszymy piosenki, które tak bardzo kochamy... Kiedy słyszymy, że uczący się potrafią powiedzieć to, co mają na myśli, natomiast w ich oczach dostrzegamy błysk radości.

Popularne posty z ostatnich 30 dni