Książki - ot tak!



Otwieram książkę i czuję najzwyklejszą radość, gdy strony wydają z siebie przyjemny, szeleszczący dźwięk. Okładka może być mięciutka, nie potrzebuję potężnego wsparcia twardości... 

Lubię, gdy druk jest duży, a rozdziały mają doskonałe wcięcia, niekoniecznie numerację. Czasami wystarczy, jeśli ich pierwsze akapity zaczynają się wytłuszczoną literą. Albo tytułem... Oj, tytuły są miłe.

Opowiadania przytulam z ogromem miłości, bo na krótkich formach się wychowałem, one stanowiły moje pierwsze szlify pisarskiego skrobania w zeszytach. 

Książki nie muszą nawet mieć ślicznych okładek. Mają za zadanie istnieć zaraz obok mnie - jak wierny zwierzak, który przybędzie, kiedy tylko będę go potrzebował.

Książki to miłość (może stąd właśnie moje nieco banalne zdjęcie z tego wpisu). 

Czy jestem w stanie wybrać te najważniejsze i najukochańsze? Kiedyś może byłbym skłonny skierować moją uwagę na Stephena Kinga lub Jonathana Carrolla, lecz obecnie moja półka przyjmuje zbyt wiele rozmaitości, bym potrafił stwierdzić: "Tak, to lubię naj-, naj-, najbardziej!!!"

Patrzę na nie i kocham.

Popularne posty z ostatnich 30 dni