Wielokształt
Tak, nie jest łatwo wyrzucić z siebie te wszystkie drzazgi, które tkwią wbite w żyły, umysł, serce. Boli sama świadomość ich istnienia. Kiedy spoglądamy na miejsca, będące symbolami tęsknoty, pewnej straty i mamy świadomość tego, że już nic nie będzie takie, jak dawniej - wtedy wżerają się jeszcze mocniej. Przełykamy kłującą gulę, a potem zaciskamy dłonie w pięści, kiedy w głowie rodzi się gorączka słabości. Wszystko jest takie niewłaściwe. Wszyściutko.
Lecz wiemy, że musi się poprawić, a kolory znów muszą stać się żywsze. Bo przecież nie jesteśmy zwyczajni działać w słabości. Ona nie jest z nami tożsama.
Piszę to, bo to istnieje we mnie. Nie jestem poetą, jestem prozaikiem. Mam prozę codzienności w sobie. Ona jednak ma swoisty wielokształt.
Życzę Wam siły i tego, by istniała obok Was przystań, która utrzyma Waszą łódź i nie wypuści jej w bezkres ohydnego morza. Pamiętajmy, że zbyt wiele od nas zależy, nie możemy, ba! NIE WOLNO NAM oddać się we władanie słabości. Chwila przeminie, pozostawi po sobie jakieś pozostałości, lecz MUSIMY się obronić!


