Książkoholizm?


Widzicie ten maciupeńki zrzut ekranu na górze wpisu, nie? Dziś rano spojrzałem na nasze półki z książkami i zacząłem się zastanawiać, czy moje zbieranie książek to jeszcze bibliofilia, czy już książkoholizm... Kupiłem wieczorem kolejną książkę, oczywiście, mimo że na stoliku obok łóżka nadal czeka kilka innych. Dlaczego wydałem parę złotych na ten konkretny tytuł? Nie wiem... Nie jestem fanem autora, znam go, ale zaledwie "urywkowo", jednakże gdy ujrzałem tę pozycję w bardzo niskiej cenie - nie potrafiłem się powstrzymać. Wiecie, jak to jest? Moja łepetyna powiedziała: nie pijesz, nie palisz, nie masz niezdrowych kompulsywnych zachowań, tylko tańsze książki. 

Czyżbym już wynajdował dla siebie wymówki?

Byleby kupić... Kupić i przeczytać.

A, własnie - przeczytać. Bo książki na mojej półce muszą być przeczytane, nie mogą istnieć dla samego "stania". One muszą zostawić we mnie jakąś odrobinę siebie. Choć wielokrotnie zapominam ich treść, szczegóły, nadal gdzieś w głębi trwają - ich siła, emocje i działanie.

Nie jestem książkoholikiem! Jestem tylko KSIĄŻKOKOCHANKIEM! I już.

Buziak na ten wciąż Nowy Rok :)

Popularne posty z ostatnich 30 dni